ARCHIWUM GALERII

Kliknij, aby zobaczyć film

Kliknij, aby zobaczyć film

Kliknij, aby zobaczyć film

K&K School of English na Mistrzostwach Świata w Lekkoatletyce – Berlin 2009

Zakończenie I semestru 2008/2009 z K&K School of English

Wycieczka na Teneryfę naszej słuchaczki – lato 2008

This is my happiest day. I have won an excursion to the Tenerife Island. I decided that my mum would go with me on this amazing trip. My exciting first flight. Puerto de Santiago welcomes us with wonderful weather. We live in a beautiful hotel, in a room with a view on the Atlantic Ocean. I spend a lot of time on the pool and sightseeing. I admire the incredible cliffs of Los Gigantes. I see that the inhabitants of the island work very hard. In the hotel I meet people from the whole Europe. I understand that knowledge of English helps a lot. The trip to the national park Canadas del Teide. Our bus goes up steeply upwards. I admire the view of the still active volcano Teide. It is the highest mountain in Spain ( 3718 m above see level). The mountain valleys and the Atlantic Ocean look beautiful. In this lunar landscape they shot “Star Wars”. Our next expedition. We go to Loro Parque. It is the biggest zoological garden on The Canary Islands. I admire fantastic exotic vegetation and wild animals: multicoloured parrots, crocodiles, lions, gorillas and tigers. I observe powerful orkas in a big aquarium. Later I watch a dolphins` show. They are very nice and intelligent. The “Penguin Planet” leaves a memorable impression. People observe penguins in their natural arctic environment. Walks underwater, glassed tunnel with sharks swimming over my head. It is a wonderful feeling. It is difficult to describe it. The week passed as if in a fairy tale. Time to come back. What a pity. Lots of love for everyone and I wish everyone luck in the next drawing of lots. Agata Betlej

Uroczyste zakończenie roku szkolnego 2007/2008
z K&K School of English

Wycieczka na Teneryfę naszej słuchaczki – luty 2008

I have never won anything big in a lottery and during this drawing at the Nowa Huta Culture Centre I was almost certain that this time it would be the same. I was really surprised when my name was announced. I couldn’t believe I had won the first prize and this year it was a trip to Tenerife! I was really happy. It was a really wonderful prospect to have holidays in the middle of winter. I decided to go on this trip with my mum. We set out from the airport in Warsaw. I had never flown before so the flight was a great experience to me. After a five-hour flight we arrived at Tenerife. It is the largest of the seven Canary Islands in the Atlantic Ocean off the coast of Africa, but they belong to Spain. The Canary Islands are well known for their good climate, which makes them one of the most popular tourist destinations in Europe. And we weren’t disappointed by the weather. The sun rises about eight am and sets about eight pm! The temperature in winter is high (about 25 degrees during the day) and the sun shines all the time. It was great that we could wear summer clothes like shorts, skirts and flip flops in the middle of winter! When I woke up the first day, I saw an amazing view from our room window. There were palm trees everywhere and I could see beautiful bluish ocean in the distance. Also the hotel and its surroundings were very nice. It had a very friendly atmosphere. In the middle of the hotel area, there was a large outdoor swimming pool and a poolside bar where drinks and snacks were served. The great weather encouraged us to go to the beach. Like the rest of the Canary Islands, Tenerife is of volcanic origin so the beaches are rather grey. It was a wonderful feeling to swim in the Atlantic Ocean. The water is warmer here than in the Baltic Sea in summer. We also sunbathed and walked along the sea shore. I also enjoyed swimming in crystal clean water in hotel’s outdoor pool. Tenerife is an island where everyone finds something interesting. We visited a large zoo park in Puerto de la Cruz. There was the largest collection of parrots and the biggest penguinarium worldwide, including the biggest manmade iceberg. We could admire a group of Californian sea lions and dolphins and amazing orca shows. The place I liked there most was a huge tunnel where people can see sharks. There were also many diverse animal and plant species. We also decided to do a mountain trip from Masca, the most highly situated village on the island. After three hours of trekking we arrived at the gulf. The trip included also a dolphin-watching boat trip, but we unfortunately did not see any. Instead of the dolphins we could admire beautiful cliffs and navy blue water of the ocean. We were lucky to be on Tenerife during the carnival. On the last day of the carnival there is a huge parade in the capital city Santa Cruz. It is similar to the parade in Rio de Janeiro. Many people, especially children, disguise as characters from films, fairy tales and cartoons. There are also groups of dancers in hand-made costumes. What also interested us in the capital city was the architecture. There are some beautiful colonial houses and nice parks. The week on Tenerife went by very fast and we did not see everything we wanted. I regret that we didn’t go to the volcano Pico del Teide, the highest peak of Spain. We have many beautiful memories and we returned suntanned to Poland. I recall the trip and I dream of being there again. And I’m sure I will go there again… Katarzyna Wójcik

Uroczyste zakończenie I semestru 2007/2008
z K&K School of English

Kolędowanie 2007 z K&K School of English

Halloween 2007 – przedstawiamy prace naszych najmłodszych słuchaczy

Zakończenie roku szkolnego 2006/2007 z K&K School of English

Uroczyste zakończenie I semestru 2006/2007
z K&K School of English

Kolędowanie z K&K School of English

Księżyc nad Grover`s Corners

Grover`s Corners, New Hampshire, USA. 7 maja 1901 roku. Szósta rano. Doktor Gibbs wraca właśnie do domu – odbierał poród w sąsiedniej wiosce. Jego żona, Julia, przygotowuje śniadanie. Ulicą przechodzi roznosiciel lokalnej gazety. Jej wydawca, pan Webb, sąsiad Gibbsów, wstanie, jak zwykle, późno. Myrtle Webb, jego żona, krząta się w kuchni. Zaraz obudzą się dzieci. Zjedzą śniadanie i pobiegną do szkoły.

Osiedle Teatralne, Kraków. 18 czerwca 2001 roku, szósta po południu. Na scenie Teatru Ludowego dwa stoły i kilka pomalowanych na żółto krzeseł. Akt pierwszy, widownia zapełniona po brzegi. Grzesiek, w kapeluszu na głowie, z teczką, przechodzi przez scenę. Wita się z Kaśką. Kaśka, ubrana w kraciastą sukienkę i fartuszek, wykonuje skomplikowane ruchy: odsłania wyimaginowane firanki, rozpala ogień, smaży jajecznicę. Obok podobnie wymachuje rękami Gosia, teraz żona pana Webba. Zaraz obudzą się dzieci. Pod oknami przejdzie Dawid, udając brzęk baniek z mlekiem.
- Dzień dobry, doktorze – powie po angielsku do Grześka. – Ktoś zachorował?
- Para bliźniąt przyszła na świat w sąsiedniej wiosce –
- odpowie doktor Gibbs. – Będzie padać?
- Raczej nie, popołudnie zapowiada się piękne –
- odpowie mleczarz, pchając nieistniejący wózek.

Doktor Gibbs przeszedł właśnie do klasy maturalnej. Tak samo jego żona, pani Webb i jej córka Emily. Pan Webb, lat dziewiętnaście, zdał maturę, za parę dni ma egzamin na studia. Pozostali mieszkańcy Grover`s Corners to głównie licealiści. Nieliczni, wśród nich gazeciarz Sławek, chodzą do podstawówki. Większość poznała się dopiero podczas zajęć w krakowskiej K&K School of English.

Na scenę wchodzi reżyser – Marek Kokosiński. Prywatnie – właściciel szkoły i lektor angielskiego. Drobny, niewysoki, z nieodłączną fajeczką w dłoni (fajeczka to tylko rekwizyt).

– Ta sztuka nazywa się „Our Town”. Jej autorem jest Thornton Wilder. Pierwszy akt pokazuje jeden dzień w naszym miasteczku. Jest 7 maja 1901 roku, na krótko przed świtem….

Grover`s Corners to prowincjonalna, senna mieścina, gdzie jedynym wydarzeniem są śluby i pogrzeby. Sensację wzbudza miejscowy pijak, dyrygent w kościelnym chórze. Każdy dzień przebiega niemal identycznie: mężczyźni pracują, kobiety zajmują się gospodarstwem, dzieci nauką i zabawą. Ten jednostajny rytm egzystencji ma jednak swoje drugie dno: jest próbą pokazania ponadczasowej wartości drobnych zdarzeń dnia codziennego. Dostrzega ją w ostatnim akcie, niestety już po śmierci, Emily Webb: – Czy którakolwiek ludzka istota zdaje sobie sprawę z tego, jak wspaniałe jest życie?

Nasze miasteczko”, mniejsze lub większe, to tylko jedno z tysięcy miasteczek na całej kuli ziemskiej. Radości i smutki Emily, jej lekcje matematyki i prezenty urodzinowe – czym one są, gdy uświadomimy sobie, ile bilionów takich dziewcząt jest, było i będzie na świecie? – pyta w przedmowie do swojego dzieła Thornton Wilder. Urodzony w roku 1897, syn konsula, pierwsze dwa lata życia spędził w Szanghaju. Absolwent uniwersytetu w Yale, uczył francuskiego, był profesorem w Harvardzie. Pierwsze jego opowiadanie ukazało się w roku 1926. Za „Our Town”, które napisał dwanaście lat później, otrzymał nagrodę Pulitzera. W latach sześćdziesiątych spektakl pokazano w polskim Teatrze Telewizji.

Marek Kokosiński i jego żona, Barbara, oboje angliści z dyplomami Uniwersytetu Jagiellońskiego, plany wystawienia sztuki Wildera snuli już od kilku lat. Pomysł wziął się, jak twierdzą, z „przyczyn sentymentalnych”.

- „Our Town” graliśmy z kolegami na trzecim roku studiów, kiedy większości obecnych odtwórców tych samych ról nie było jeszcze na świecie – mówią. – To bardzo ciekawa nowela, ciepła, zupełnie odmienna od dzisiejszej, zabieganej rzeczywistości, a przy tym – z ponadczasowym przesłaniem.

Adaptacja sztuki zbiegła się z dziesięcioleciem istnienia szkoły. Założyli ją na początku lat dziewięćdziesiątych. Wcześniej każde z nich uczyło angielskiego: on obcokrajowców w Nowym Jorku, ona młodzież w krakowskim liceum. W „K&K” pełnią teraz podwójną funkcję: właścicieli i lektorów. Jak mówią, udaje się im w ten sposób połączyć życiową pasję z wykonywaniem zawodu.

Większość ról powierzyli oddanym słuchaczom, którzy uczęszczają na zajęcia od kilku lat. Pozostali zgłosili się sami. Role okazały się jakby „szyte na miarę”, pasujące do ich temperamentów i charakteru.

Paweł: – Podoba mi się pan Webb. Ma trochę niekonwencjonalne podejście do rzeczywistości, tak samo jak ja.

Kaśka: Pani Webb, którą gram w sztuce, ma charyzmę i mocną osobowość. Ja jestem o wiele spokojniejsza, nigdy nie podnoszę głosu, ale na scenie musiałam krzyczeć. Na pierwszych próbach miałam z tym problem, ale w końcu – przemogłam się. Dzięki tej roli sama się czegoś o sobie nauczyłam. <

- Dużo pomogła nam pani Katarzyna Deszcz, reżyser teatralny – mówi Marek Kokosiński. – Udało się jej wydobyć z poszczególnych osób ich najbardziej charakterystyczne cechy. O tym, że zaangażowaliśmy ją do pracy przy spektaklu, zadecydował przypadek. Czwórka jej dzieci chodzi do „K&K School of English”….

Akt drugi. Na scenie Teatru Ludowego świetlany księżyc i dwie drabiny, symbolizujące pokoje na piętrze w dwóch sąsiadujących ze sobą domach. George (Piotrek), syn doktora Gibbsa, i młoda Emily Webb (Magda) stoją na ich szczycie, rozmawiając. Wystrojona w niebieską sukienkę Emily – najlepsza uczennica w klasie – udaje, że nie zauważa zapatrzonego wzroku sąsiada, robiąc jednocześnie zalotne minki.

Magda: – Strasznie żal mi Emily. Jest naiwna, nie ma w niej ani odrobiny feministycznego zacięcia. Zapowiada się świetnie, ma najlepsze stopnie, ale zakochuje się w George`u i traci wszelkie szanse na karierę. Zostaje kurą domową, rodzi mu dwójkę dzieci i umiera w wieku dwudziestu kilku lat.

Magda jest humanistką. Wrażliwą, łagodną, trochę zamkniętą w sobie. Jej Emily to urocza osóbka, pełna wdzięku i energii.

George w sztuce Wildera to prosty chłopak. Zamiast uczyć się, woli grać w piłkę i wie, że kiedyś zostanie farmerem.

- Czy taki sam jest Piotrek? –zastanawia się Magda. – Nie wiem, chociaż w roli sprawdził się idealnie. Chociaż chodzimy do tej samej szkoły i większość z nas mieszka w Hucie, tak naprawdę wcale się nie znamy. Spotykaliśmy się tylko podczas prób, kiedy nie było zbyt wiele czasu na rozmowy.

Dalszy ciąg aktu drugiego. Pan Webb prowadzi pod rękę Emily (w tej samej sukience, tylko z welonem na włosach i naręczem kwiatów). Z drugiej strony wychodzi George (w garniturze). Za chwilę spotkają się pośrodku sceny. Emily zaczyna płakać (Magda mówi potem, że doprowadziła się do takiego stanu, ze płakała naprawdę).

Emily: -Tato, ja nie chcę wychodzić za mąż. Chce być ciągle twoja małą dziewczynką…

Pan Webb: Spokojnie, Emily, pomyśl przez chwilę. George! Pozwól tu na minutę. Popatrz, Emily, to najlepszy chłopak na świecie. George, oddaję ci moją córkę. Myślisz, że jesteś w stanie się nią zaopiekować?

- Po co wysyłać chłopaków na obóz językowy? Jakby codziennie rozmawiali ze sobą po angielsku, to po dwóch miesiącach mówiliby tak dobrze, jak ci na scenie –komentuje siedzące na widowni małżeństwo. – Wystarczyło trochę poćwiczyć i w ogóle się nie mylą.

Marek Kokosiński (w czasach studenckich grał George`a) mówi, że próby trwały trzy miesiące. Przed występem jego podopieczni byli na scenie zaledwie dwa razy. Jak udało im się opanować tak dużą ilość tekstu w obcym języku?

- Wbrew pozorom nie jest to trudne – mówi Gosia (pani Webb). – Większość z nas przygotowywała się albo do matury, albo do egzaminów FCE, więc mieliśmy na co dzień kontakt z angielskim.

Żaden z odtwórców głównych ról nie wybiera się jednak na filologię angielską. Ani do szkoły teatralnej, chociaż trudno nazwać ich prawdziwymi amatorami. Gosia, Kaśka i Magda od dawna interesują się teatrem, w tym roku spektakl z ich udziałem wygrał „FAMĘ”. Gosia chce studiować filmoznawstwo albo filologię hiszpańską, pozostałe dziewczyny nie mają jeszcze sprecyzowanych planów. Paweł został w tym roku laureatem olimpiady z angielskiego na szczeblu centralnym. Z aktorstwem ma styczność od dziecka – zawód ten wykonują jego rodzice. Nie chce jednak iść w ich ślady („fajne zajęcie, ale wynagrodzenie nieproporcjonalne do wkładanego weń wysiłku”). Za kilka dni zdaje egzaminy na japonistykę.

- Wcale się im nie dziwię – mówi Marek Kokosiński. – Za moich czasów studenckich angielski stanowił okno na świat, choć jednocześnie możliwości wyjazdu były znikome. Teraz, kiedy wszyscy jeżdżą za granicę, ma znaczenie bardziej praktyczne.

- Przyjemny język, ale nie chciałabym się do niego ograniczać – przyznaje Magda. – Dobrze jest robić wiele różnych rzeczy.

Na razie wybierają się na wakacje. Kaśka nad jeziora, Gosia na Maltę, Paweł – gdzieś w góry. We wrześniu większość z nich znów rozpocznie zajęcia w „K&K School of English”.

- Chodzimy tu już od sześciu lat – mówi Gosia. – Osiągamy coraz wyższy poziom, przez cały czas mamy kontakt z językiem. Poza tym przywiązaliśmy się. Jest świetna atmosfera, trudno się nudzić.

Przedstawienie nie jest pierwszą próbą ożywienia szkolnej rutyny. Wcześniej były festiwale piosenki angielskiej, pokazy filmów, imprezy noworoczne.

Planują wystawić „Our Town” jeszcze raz, najlepiej w tym samym składzie. Wstępny termin to późna jesień. Niestety, nie udały się żadne zdjęcia zrobione podczas czerwcowego występu. Jedyną jego dokumentacją jest film nakręcony kamerą wideo. Widać na nim również żywe reakcje publiczności.

- Na początku trudno było mi ocenić spektakl, bo jak tu znaleźć obiektywne opinie dla przeżywanych dopiero co emocji? Jednak jak zobaczyłem ten film, na spokojnie, kilka dni później, pomyślałem sobie: oni naprawdę dobrze to zagrali – mówi Marek Kokosiński. – Może, jak dalej tak pójdzie, stworzymy nawet jakąś trupę amatorską? – dodaje i niekoniecznie musi to być żart.

BEATA CHOMĄTOWSKA

DZIENNIK POLSKI, sierpień 2001

Little Dreams

W dniu 8 lutego w Teatrze Ludowym odbyło się przedstawienie teatralne w języku angielskim pod tytułem „Little Dreams” w wykonaniu słuchaczy z grup dziecięcych K & K School of English. A oto fragment recenzji, która ukazała się w „Gazecie Wyborczej” w dniu 9 lutego: PREMIERA w Teatrze Ludowym „AND THE GARLIC BUSINESS EXPLODED” Bardzo dużo dobrego humoru po angielsku Spektakl „Little Dreams” pokazali w niedzielę na scenie Teatru Ludowego młodzi aktorzy ze szkoły K&K School of English. Przygotowane według pomysłu dzieci przedstawienie uświetniło koniec zimowego semestru. (…) Aktorzy recytowali i tańczyli. towarzyszyły im efekty specjalne i dużo dobrego humoru. Całość w Gazecie Wyborczej Kraków z dnia 9 lutego

Wycieczki do Kentu naszej słuchaczki

Halloween 2006 z K&K School of English

15 lecie K&K School of English

Zakończenie I semestru w K&K School of English

Kolędowanie na Krakowskim Rynku 2005 z K&K School of English

Halloween 2005 z K&K School of English

Wycieczka do Londynu naszej słuchaczki 2005

Próbny egzamin Cambridge (FCE, CAE, CPE)

Kolędowanie grudzień 2004 – tradycyjne kolędowanie
z K&K School of English

Wycieczka do Londynu naszych słuchaczek – lato 2004

Uroczyste zakończenie roku szkolnego 2011/2012
z K&K School of English

Kolędowanie 2011 z K&K School of English

Kurs językowy naszej kolejnej słuchaczki w Yorku – lato 2011

I had always dreamed about an English language course and my dream came true. I couldn’t believe that I won a 2-week course. I went to York in August 2011and stayed with an English family who showed me the way to school on the first day. At the beginning I was terrified because I had to speak only in English. At school I met people from Spain, South Korea, Saudi Arabia, Taiwan and China. In the morning I had lessons where I could improve my grammar and pronunciation. In the afternoon I had communication lessons where we talked to each other. At school we had social programs and we could choose how to spend our free time. I saw Skipton Castle, Bolton Abbey, Leeds, with its Museum of Armour, and also important ancient monuments in York. Once we went to The Museum of Art and I had to choose one painting and describe it in an afternoon lesson. I had a nice time and I was disappointed when I had to come back after 2 weeks. I would like to thank Mrs and Mr Kokosiński for this wonderful time. Jadwiga Sorotiuk

Kurs językowy naszej słuchaczki w Yorku – lato 2011

The two weeks in England were absolutely unforgettable! York is a lovely town where you can get everywhere on foot and the inhabitants are the most amiable people I’ve ever met. What I liked the most was the variety of people in the school. There were students from all around the world including Taiwan, Mexico, Columbia and Kuwait. It was a great opportunity to get familiar not only with English culture, but e.g. Asian as well. I’ve met some great friends from different countries, who I still keep in touch with. The funny thing was that we all spoke English but it sounded more like many different languages because of our accents. During weekdays there were lessons which no one would’ve found boring (always highly interesting and funny) and at weekends – amazing and unforgettable trips (e.g. to Scarborough and Fountains Abbey). When I was saying good-bye to my host family, I felt like they were old friends of mine – not people I’d met 2 weeks earlier. I couldn’t believe the time had passed so quickly! Kasia Suchoń

Zakończenie I semestru 2010/2011 z K&K School of English

Halloween 2010 – przedstawiamy prace naszych najmłodszych słuchaczy

Kurs językowy naszej kolejnej słuchaczki w Yorku – lato 2010

When I realized that I won a trip and a 2-week course in one of the best schools – the English Language Center – in York I was really happy and I couldn’t believe it. I only had one week to prepare for the flight. I have never flown a plane before so, for me, it was an adventure. When I got to York, I met my host family- Hannah Saunders (she’s a traffic engineer) and her boyfriend Alistar. At the beginning, I was terrified because I was alone in a foreign country with a different culture. But , after a while didn’t want to come back to Poland. On Monday I started my lessons in ELC. I met many people from various countries, for example: Nori from Japan, Cristina from Spain, Philip from Germany, etc. I had a lot of lessons. I started at 9:15 a.m. and finished at 4 p.m. In the morning I had General English where I could improve my grammar (vocabulary and pronunciation as well). In the afternoon I had Communication Classes where we were talking to each other. The ELC is a school which develops a lot of different skills. It wasn’t only learning- I also had the opportunity to see York, Richmond and Aysgarth falls as well. York is a really beautiful old town. I saw many monuments like York Minster (it made a big impression on me), City walls, Clifford tower, York’s Bars, etc. I was sightseeing through York with my friend from Poland- Aleksandra Mazaraki. She had also won the same trip. I’m really glad that I could take part in this adventure. It was definitely the best part of my holiday. K&K School of English thank you very, very much!!!
Nina Ciupak

Kurs językowy naszej słuchaczki w Yorku – lato 2010

I was shocked when my name was called out during the prize draw. I was going to England for 2 weeks! I went to York at the end of June for an English language course. I set off from Balice Airport in the morning together with Nina who won the course just one week before going there! After a two-hour-long flight we landed in Leeds where we were picked up by a cabman who took us to our host families in York. My host family was organizing a birthday party for their grandfather so I spent my first day in a neighbour’s house. There I met my first school friend who also showed me the way to the school on Monday. On the first day at school we took a test and while waiting for the results we went on a little guided tour of York. One of our teachers showed us all the important monuments in the town. When we came back the results were announced. Most of the classes were really interesting and gave me a great opportunity to improve all my English skills. I made many new friends there from around the world. In the second week we changed the buildings and we were learning at university grounds from Middle Ages. Also new people came to our class. After school there were many activities in which every student could participate, such as going on trips, playing football or volleyball, watching football (it was the World Cup time and there were many Spaniards at school), barbecues, parties and many more. Together with Nina we went on a professionally guided tour of York, a trip to Richmond Castle and Aysgarth Falls and we also took part in a barbecue. I regretted that my stay in York lasted only 2 weeks as I had a lot of fun there. It was without doubt one of the best holidays I have ever had. I cannot wait to come back there one day! Aleksandra Mazaraki

Uroczyste zakończenie roku szkolnego 2009/2010
z K&K School of English

Zakończenie I semestru 2009/2010 z K&K School of English

Halloween 2009 – prace naszych najmłodszych słuchaczy

Dziękujemy swoim słuchaczom za zachwycające prace przekazane na konkurs Halloween :)

Wycieczka naszej słuchaczki na Kubę – lipiec 2009

I was very happy when I found out that I would go to Cuba. On this great trip I learnt a lot. It was the first time I went by plane and it was the first time I was abroad. I lived in the hotel “Tryp Penisula Varadero” in Varadero. I swam with dolphins in a beautiful blue sea. I learnt how to dance Salsa. I drank traditional Cuban drinks (without alcohol). I saw the sunset at the Carribean. It was an unforgettable adventure. Thank you very, very, very much! Natalia Polaniak.

Zakończenie roku szkolnego 2008/2009 z K&K School of English

Wycieczka na Gran Canarię naszego słuchacza – zima 2009

At the end of the semester, as usual, there was a gala evening with the prize draw at the NCK centre. I always go there thinking that I won’t win anything and so it was this time. I even joked that I would win a 100% discount or a trip and I stood up laughing whenever a winner was announced. Imagine my surprise when I got up once more and then I heard my name ! I thought “no way” ! But it was true. I thought that at last I would have a little time off the horrible winter. I decided to take my mother with me and five days later we were on a plane to Gran Canaria. We set off from the airport in Warsaw, it was my first flight so I was very impressed with the view of cities and mountains from such heights. After five hours we landed on Gran Canaria. I must add that I was simply astounded with the sight of illuminated Las Palmas from above (it was at night). As soon as we got outside the airport I was surprised by the warm night. Our hotel called Riu Vistamar was in Playa Amadores, near Puerto Rico. It was situated on a steep cliff by the sea and because of that it was called “Alcatraz” by the local people. I must say that the Canarian people are very nice and have a great sense of humor. We spent our first day walking around the hotel and the neighborhood, both of which made a great impression on me. But that was just the beginning. Later on we met our guide, who gave us some information about the Canary Islands and recommended some attractions. We decided to participate in a sightseeing tour around the island and scuba diving. Next day we went to a city called Vecindario, to do some shopping. The day was warm, it was about 24 Celsius degrees, which was a very nice change from our Polish winter. On Sunday a man from a Polish (!) scuba diving centre picked us up and we set off to Playa de Taurito. We had to go to Puerto de Mogan because in Taurito there were such big waves that it could be dangerous to dive, so we took our equipment and got into the car again. Scuba diving and watching the underwater flora and fauna from such short distance was a great new experience. After that we went to see the city of Puerto de Mogan with Spanish architecture of colonial times. Two days later we had a tour around the island. It’s impossible to describe the whole trip in a few words, but I must say that views are breathtaking and Canarian culture and history is very interesting. Some tourists were very frightened because of the fact that Canarian roads are quite narrow, situated on the hills and there are lots of sharp bends. In fact it enabled us to get a better view of the island’s landscape. We even visited the house of Christopher Columbus! The trip gave us pain in the legs, as it lasted the whole day, but it was awesome. Next day we went to the zoo called “Palmitos Park”. I wish we had a similar one in Poland ! It was built in the valley near Maspalomas. At given times there are shows with birds. I was very impressed with the show of eagles and other birds of prey, and the one with trained parrots was very funny, their skills were truly astounding ! I must add that the zoo has just been rebuilt after a big fire that took place in 2007. It was our last trip, after a whole week we departed about 8 am, the next day, from the airport. It wasn’t a long trip but the great memories from those winter holidays will last forever and I think that what one day some Canarian barman said to us will come true … We will come back. Konrad Dybał